Make Me Bio Orange Energy

Jakiś czas temu dostałam do testowania krem z Make Me Bio Orange Energy. Krem ma dużo pozytywnych opinii w internecie, na wizaz.pl ma ocenę 4,3/5 na ponad 20 recenzji.  Więc można spodziewać się czegoś fajnego.

Na początku przypomnę, że mam cerę mieszaną w kierunku tłustej.

Krem Orange Energy to nawilżający krem dla cery normalnej i wrażliwej. Tak przynajmniej deklaruje producent. I chyba ma rację.

Make Me Bio Orange Energy
Make Me Bio Orange Energy

Na mojej skórze krem nie sprawdził się a nawet zaszkodził, bo uczulił mi twarz i po zaledwie kilku dniach stosowania mam pełno czerwonych plam na twarzy.

Producent informuje nas, że krem Make Me Bio Orange Energy :

  • krem przeznaczony do pielęgnacji cery normalnej i wrażliwej
  • zawiera: olejek z migdałów, olej jojoba, wyciąg z rumianki i wodę z kwiatu pomarańczy
  • krem przywraca skórze równowagę, posiada właściwości nawilżające
  • produkt rozjaśnia, tonizuje i działa łagodząco na skórę
  • krem może być stosowany pod makijaż, produkt jest lekki i nie obciąża skóry

Jeśli krem ma naturalny skład i jest do cery wrażliwej to dlaczego mieszaną zapchał i uczulił?

Po umyciu twarzy i zastosowaniu toniku jak zwykle nakładam krem i czekam chwilę aby się wchłonął zanim zacznę aplikować makijaż.

Na ten krem przy cerze mieszanej nie da się ładnie nałożyć makijażu. Wszystko się ściera, bo krem jakby się nie wchłaniał? Dziwne….

Pozostawia na mojej skórze taką niefajną lekko tłustą powłokę i nawet gdy nie nakładam makijażu tu po godzinie/ dwóch nadal mam wrażenie, że ten krem mogę zetrzeć z twarzy wraz z dodatkowym sebum.

Krem ma lekko śliską konsystencję, kiepsko się wchłania i wręcz rozmazuje na twarzy. Jedynym jego plusem jest zapach : lekki, orzeźwiający, świeży, cytrusowy.

Make Me Bio Orange Energy

Opakowanie 60ml kupimy w cenie 42-52 PLN.